Cornelius a Lapide, S.J.
Wstępne materiały
Spis treści
KOMENTARZE DO PISMA ŚWIĘTEGO Wielebnego Ojca Korneliusza a Lapide z Towarzystwa Jezusowego, niegdyś profesora Pisma Świętego w Lowanium, następnie w Rzymie, Starannie przejrzane i opatrzone przypisami przez Augustyna Crampona, kapłana diecezji Amiens. TOM PIERWSZY Zawierający wykład dosłowny i moralny Pięcioksięgu Mojżesza: Księga Rodzaju i Księga Wyjścia PARYŻ Nakładem Ludwika Vivèsa, księgarza i wydawcy, 13, ulica zwana Delambre, 13. 1891
NAJCZCIGODNIEJSZEMU I NAJJAŚNIEJSZEMU PANU
HENRYKOWI FRANCISZKOWI VAN DER BURCHOWI,
ARCYBISKUPOWI I KSIĘCIU CAMBRAI,
KSIĘCIU ŚWIĘTEGO CESARSTWA RZYMSKIEGO, HRABIEMU CAMBRAI.
Zrządzeniem Bożej Opatrzności zdarzyło się w sposób nader stosowny, Najjaśniejszy Panie, że w tym samym czasie, gdy zostawałeś inaugurowany jako arcybiskup i książę Świętego Cesarstwa Rzymskiego w Cambrai, ten mój Mojżesz — przeznaczony dla ciebie od samego swego poczęcia i na wiele sposobów ci dłużny — został wydany na światło dzienne.
Wszyscy wiedzą, jak ścisła od wielu lat była więź naszych dusz — więź, którą sympatia natur, wspólne uczucia i podobne studia najpierw nawiązały, którą zażyłość umocniła, a łaska Boża utwierdziła i udoskonaliła w niemal jednakowym wzorcu obu naszych żywotów. Z tego powodu, wezwany przez ciebie z Mechelen do kościoła metropolitalnego, któremu przewodniczyłeś jako dziekan — jako spowiednik na uroczyste święta roku — korzystałem swobodnie i hojnie z twojej gościnności i biesiadnego towarzystwa przez wiele lat, aż nasze Towarzystwo założyło w tym mieście zarówno nowicjat, jak i kolegium.
Lecz to, co św. Jan Chrzciciel powiedział o Chrystusie — „On musi wzrastać, a ja muszę się umniejszać” — to ja od dawna przewidywałem co do twojej Najjaśniejszej Mości i co do siebie samego, choć nie jestem prorokiem; i wszyscy widzimy, że tak się stało, i radujemy się.
Albowiem komuż mógłby ten mój Mojżesz trafniej przypadać niż twojej Najjaśniejszej Mości, który przewodzisz ludowi Bożemu jako książę kościelny i zarazem świecki, jako biskup i zarazem władca — tak jak Mojżesz, który Kościół Hebrajczyków nie mniej niż ich Rzeczpospolitą ukształtował, rządził i kierował, a z Egiptu przez bezdroża pustyni i pośród niezliczonych wrogów wyprowadził ich nienaruszonymi, a wręcz zwycięskimi, do ziemi obiecanej. Albowiem Kościół ustanowił i rządził nim poprzez ceremonialne przykazania Dekalogu otrzymane od Boga, Rzeczpospolitą — przez przykazania sądowe, a obie — przez przykazania moralne. W Mojżeszu zatem, tak jak w Melchizedeku, Abrahamie, Izaaku, Jakubie i innych starożytnych patriarchach, obie najwyższe władze — a mianowicie książęca i kapłańska — były złączone, tak że jako swego rodzaju książę zarządzał sprawami cywilnymi, a jako swego rodzaju kapłan, pontyfik i hierarcha — sprawami sakralnymi; aż urząd kapłański przeniósł na swego brata Aarona i konsekrował go na arcykapłana. Mojżesz był zatem pasterzem — najpierw owiec, następnie ludzi, których zarówno wyzwolił od faraona swoją laską pasterską, narzędziem tylu cudów, jak i rządził najświętszymi prawami obu porządków; albowiem król i książę nie mniej niż kapłan i pontyfik musi być pasterzem.
Homer nazywa króla pasterzem ludów, ponieważ powinien ich paść, jak pasterz owce, a nie strzyc.
Bądź więc, Najjaśniejszy Panie, naszym niderlandzkim Mojżeszem; spoglądaj na tego naszego Mojżesza i, jak już to czynisz, coraz bardziej wyrażaj go w swoim życiu i postępowaniu — a wówczas poprowadzisz lud Boży nie do ziemi Kananejczyków obiecanej Żydom, lecz do ziemi żyjących i tych, którzy triumfują w niebie; doprawdy doprowadzisz ich aż tam, czego sam Mojżesz uczynić nie zdołał.
Św. Bazyli był Mojżeszem swoich czasów, powiada jego towarzysz, bł. Grzegorz z Nazjanzu, w swej Mowie na chwałę św. Bazylego, i nauczył się naśladować Mojżesza od samego Mojżesza. Sam św. Bazyli przyznaje to w liście 140 do Libaniusza Sofisty: „My zaś, powiada, o znamienity mężu, obcujemy z Mojżeszem i Eliaszem, i takimi błogosławionymi mężami, którzy udzielają nam swej nauki w obcym języku; i to, co od nich usłyszeliśmy, mówimy — prawdziwe co do sensu, choć surowe co do słów”. Jak gruntownie św. Bazyli zgłębił swego Mojżesza, ukazuje sam Hexaemeron — dzieła, które tak pracowicie skomponował jako komentarz do Księgi Rodzaju Mojżesza, że św. Ambroży je przetłumaczył i dał łacińskim uszom nie tyle własne dzieło, ile dzieło św. Bazylego, w swoim traktacie O dziele sześciu dni.
Rufin zaświadcza, że po studiach wymowy i filozofii w Atenach św. Bazyli wraz ze św. Grzegorzem z Nazjanzu poświęcili trzynaście lat na czytanie i rozważanie Mojżesza i Pisma Świętego. Wszyscy wiedzą, Najjaśniejszy Panie, jak bardzo rozkoszujesz się Mojżeszem i Pismem Świętym, jak pilnie, gdy obowiązki na to pozwalają, zwykłeś je czytać, zgłębiać i badać. Pamiętasz, jak wiele z naszych biesiadnych rozmów, gdym gościł u ciebie, zwykło poświęcać się temu przedmiotowi; pamiętasz, że podczas jednego posiłku czytywaliśmy wspólnie dziesięć czy dwanaście rozdziałów Księgi Rodzaju, a ty stawiałeś mi wiele trudnych pytań w związku z nimi, które ja rozwiązywałem na poczekaniu, jak pamięć pozwalała — lecz w tym dziele zobaczysz je wywiedzione od samych początków, szczegółowo zbadane, wyczerpująco wyjaśnione i ciągłym wątkiem opracowane.
Mojżesz pochodził ze szlachetnego rodu patriarchów i był praprawnukiem Abrahama. Abraham bowiem zrodził Izaaka, Izaak Jakuba, Jakub Lewiego, Lewi Kaata, Kaat Amrama, a Amram Mojżesza.
Św. Bazyli również pochodził od rodziców znakomitych pobożnością nie mniej niż rodem — od Bazylego i Emmelii — a jego matka podążyła za synem nawet wtedy, gdy usunął się na pustynię. Twój ród, Najjaśniejszy Panie, wybitny cnotą nie mniej niż krwią, jest wysoko ceniony przez twoich współobywateli. Twoim dziadkiem był prezes Rady Flandrii, który ten zaszczyt piastował ku wielkiej własnej chwale i wdzięczności Rzeczypospolitej. Twój ojciec, mąż najwyższej rozwagi i roztropności, był najpierw prezesem wielkiego Parlamentu w Mechelen, a następnie Rady Prywatnej; stał niezachwiany i niewzruszony w wierności swemu Księciu pośród przedziwnych i ciężkich wstrząsów i burz tych Niderlandów, i z tego powodu był najdroższy katolickiemu królowi Filipowi II, błogosławionej pamięci. I choć piastował te najwyższe zaszczyty i urzędy przez wiele lat, w toku których mógłby był zgromadzić ogromne bogactwa, nie powiększył majątku rodzinnego, zawsze pochłonięty dobrem publicznym, tak że zdawał się zaniedbywać sprawy prywatne.
To samo osiągnął ów znakomity kanclerz Anglii i męczennik, bł. Tomasz More, który przez pięćdziesiąt lat służąc Rzeczypospolitej i piastując najwyższe urzędy, nie powiększył jednak swego rocznego dochodu do siedemdziesięciu złotych monet. Co więcej, twój ojciec pomniejszył swój majątek i poniósł ciężkie straty fortuny właśnie dlatego, że pozostawał wierny i niezachwiany w posłuszeństwie swemu Księciu. Albowiem w roku 1572, gdy heretycy znienacka opanowali Mechelen, został wtrącony do hańbiącego więzienia, poddany licznym udrękom, i poniósł również ciężką stratę majątkową; i gdyby książę Alby nie przybył nagle ze swym wojskiem, byłby już przeznaczony na śmierć. Następnie w roku 1580, gdy to samo miasto ponownie zostało zajęte przez heretyków, jego dom został znowu złupiony, cały dobytek rozgrabiony, a nadto zmuszony został do zapłacenia wielu tysięcy florenów za wykupienie żony, która nie zdołała ratować się ucieczką.
Mojżesz nie wzniósł się od razu na wyżyny władzy, lecz wstępował na szczyty przywództwa stopniami. W ciągu pierwszych czterdziestu lat był wychowywany na dworze faraona we wszelkiej mądrości Egipcjan i nauczył się obcować z możnymi. W ciągu drugich czterdziestu lat, pasąc owce, oddał się kontemplacji; a następnie, mając lat osiemdziesiąt, podjął pasterzowanie i przewodzenie ludowi. Tak samo uczynił św. Bazyli, o którym św. Grzegorz z Nazjanzu mówi: „Gdy najpierw czytywał księgi święte i stał się ich wykładowcą, został wyświęcony na kapłana przez Hermogenesa, biskupa Cezarei” itd.
W podobny sposób św. Cyprian chwali św. Korneliusza, biskupa Rzymu, w księdze IV, liście 2 do Antonianusa: „Ten człowiek (Korneliusz), powiada, nie przyszedł do biskupstwa od razu, lecz awansując przez wszystkie urzędy kościelne i często zasługując się Panu w Bożych posługach, wstąpił na wzniosły szczyt kapłaństwa przez każdy stopień życia zakonnego. Potem ani samego biskupstwa nie domagał się, ani go nie pragnął, ani go nie zagarnął, jak czynią inni nadęci pychą i wyniosłością; lecz spokojny i skromny, i taki, jacy zwykli być ci, którzy na to miejsce są Boskim wyborem powołani, ze skromności dziewiczego sumienia i z pokory wrodzonej sobie i starannie pielęgnowanej nieśmiałości, nie wymusił, jak niektórzy, swego mianowania na biskupa, lecz sam znosił przymus przyjęcia biskupstwa.”
Czyż nie tymi samymi słowami, którymi portretuje Korneliusza, św. Cyprian portretuje także ciebie, Najjaśniejszy Panie, i twój nieskalany charakter? Stopień po stopniu wspinałeś się na szczyt kapłaństwa. Najpierw pełniłeś obowiązki kanonika i kapłana — nie w gnuśności i bezczynności, lecz przez religijne wychowanie domowników, przez oddawanie się słuchaniu spowiedzi, przez przykładanie się do nauki, przez nieprzerwaną obecność przy psalmodii, przez wspomaganie potrzebujących radą nie mniej niż jałmużną, i przez nieustanną praktykę gościnności i uczynków miłosierdzia. Ten niewinny i czysty żywot, pełen miłości i gorliwości nie mniej niż cnoty, ściągnął głosy wszystkich, tak że wybrali cię na dziekana kościoła metropolitalnego w Mechelen — a czego dokonałeś na tym stanowisku, chór i duchowieństwo Mechelen, będący zwierciadłem cnoty i pobożności dla całych Niderlandów, głoszą i beze mnie. Wkrótce mianowany zostałeś wikariuszem generalnym przez Najjaśniejszego Arcybiskupa Mechelen; w którym to urzędzie objąłeś i administrowałeś całe praktyczne zarządzanie Kościołem z taką wiernością, pilnością, łaskawością i biegłością, że wszędzie przywracałeś, pomnażałeś i utwierdzałeś karność kościelną — uczeń godny tak wielkiego mistrza. A przy tym było szczególnie godne podziwu, że obydwa urzędy pełniłeś z taką dokładnością, że ani chór nigdy nie tęsknił za swoim dziekanem, ani diecezja za swoim wikariuszem. Zawsze byłeś pierwszy w chórze, nawet w głębi zimy, w najsroższym mrozie, nawet gdy wracałeś do domu znużony z pasterskiej wizytacji w terenie, nie pozwalając ciału na żaden odpoczynek. Tym krokiem wezwany zostałeś na biskupstwo gandawskie przez naszego Najjaśniejszego Arcyksięcia, który w doborze prałatów stosuje przenikliwy i wyjątkowy osąd, nic nie ustępując łasce ani pokrewieństwu, a wszystko cnocie — w tej roli tak się zaleciłeś jemu i całym Niderlandom, że teraz nie tylko jesteś zapraszany na arcybiskupstwo, ale niemal przymuszany do jego przyjęcia.
Mojżesz, wezwany przez Boga do podjęcia przywództwa po raz trzeci i czwarty, odmawiał, wymyślając wymówki aż do wzbudzenia gniewu Bożego, odrzucając i zaszczyt, i ciężar. W Księdze Wyjścia IV mówi: „Proszę, Panie, nie jestem wymowny, ani wczoraj, ani przedwczoraj, ani odkąd przemówiłeś do swego sługi; jestem powolny w mowie i ciężki na języku: proszę, Panie, poślij kogo chcesz posłać”. Św. Bazyli podobnie uciekał przed biskupstwem Neocezarei, jak sam pisze w Liście 164. Podobnie, gdy wiernie towarzyszył swemu przyjacielowi Euzebiuszowi, biskupowi Cezarei, w chorobie aż do śmierci, po śmierci Euzebiusza natychmiast się ukrył; znaleziony, symulował chorobę; i tylko niechętnie, przy wielkim oporze, został mianowany biskupem.
Gdy pełniłeś urząd wikariusza, pragnąłeś zrzucić ciężar, usunąć się i żyć dla siebie i dla Boga; i dokonałbyś tego w istocie, gdyby nie nasz Wielebny Ojciec Prowincjał — niegdyś twój nauczyciel filozofii — który odwiódł cię od tego zamiaru i przekonał, byś ponownie ugiął kark pod pobożne jarzmo.
Ponadto, gdy Jego Najjaśniejsza Wysokość Arcyksiążę zamyślał przenieść cię z biskupstwa gandawskiego i nominował cię na arcybiskupa Cambrai, o Boże dobry! jakże głęboko bolałeś, jak długo się opierałeś, ilu dróg ucieczki szukałeś — i dopiero gdy pędzony i przymuszany natarczywymi prośbami wielu, a także groźbami i niemal siłą, aby nie zdawało się, że opierasz się Bogu wzywającemu cię przez tyle znaków, niechętnie w końcu przyjąłeś urząd.
To samo uczynił w poprzednim stuleciu, ku podziwieniu całego świata, Jan Fisher, biskup Rochester, sławny męczennik Anglii, który został wyniesiony na biskupstwo Rochester ze względu na swą niezrównaną uczoność i niewinność życia. A gdy to beneficjum zdawało się później zbyt skromne dla zasług tak wielkiego męża i Henryk VIII chciał go awansować na coś wspanialszego, nigdy nie dał się nakłonić, by porzucił swą oblubienicę — skromną wprawdzie, ale pierwszą z Bożego powołania i pielęgnowaną jak potrafił pracami wielu lat — na rzecz jakiejkolwiek bogatszej stolicy. Dodawał on: „że uważałby się za najbardziej szczęśliwego, gdyby mógł przynajmniej zdać właściwą odpowiedź w dzień Pański za tę małą trzódkę jemu powierzoną i za niezbyt wielkie czerpane z niej dochody; gdyż surowszy rachunek będzie wówczas wymagany zarówno za dobrze doglądane dusze, jak i za właściwie wydane pieniądze, niż śmiertelni zazwyczaj sądzą lub chcą o tym myśleć.”
Pismo Święte obdarza Mojżesza tą pochwałą: że był najłagodniejszy ze wszystkich śmiertelnych. Św. Bazyli, chrześcijański Mojżesz, swoją wytrwałą dobrocią pokonywał przeciwników, jak pisze o nim św. Grzegorz z Nazjanzu.
Twoja uprzejmość, Najjaśniejszy Panie, budzi podziw wszystkich — uprzejmość, z jaką przyjmujesz każdego łaskawie, witasz z czcią i okazujesz wszystkim pogodne oblicze, gotowe słowo i szlachetnego ducha. Tym sposobem przyciągnąłeś serca mieszkańców Gandawy do miłości ku tobie, usunąłeś zgorszenia, przywróciłeś karność kościelną, poprawiłeś lub usunąłeś proboszczów o rozwiązłym życiu, tak że nowy blask — zaiste, chwała — jaśnieje nad całą Belgią niczym nowa światłość z Kościoła gandawskiego. Albowiem jak Belgia jest perłą świata, tak Gandawa jest perłą Flandrii i Belgii, rozsławiona między innymi jako miejsce narodzin Karola V, Niezwyciężonego Cesarza. Stąd te szeptane głosy pospólstwa, gdy przechodzisz ulicami: „Oto przechodzi anioł. Oto nasz anioł.” Owa najroztropniejsza Opatrzność Boża, która boskim sposobem rządzi całym światem, jak świadczy Mędrzec, „sięga potężnie od krańca do krańca i urządza wszystko łagodnie”. Tę Opatrzność naśladujesz: łagodnością łagodzisz i przenikasz trudności, mocą je przezwyciężasz. I tak cokolwiek zamyślisz, szczęśliwie dokonujesz i doprowadzasz do końca. Słusznie zatem niech twoim hasłem będzie: Łagodnie i mocno.
Mojżesz żywił macierzyńską miłość ku swemu twardemu ludowi i tak bardzo ich kochał, że prosił o wymazanie z księgi życia. Stąd, niczym karmicielka, karmił ów lud przez czterdzieści lat na pustyni chlebem niebieskim, czyli manną; i jeszcze bardziej trudził się, by rozpalić ich dusze bojaźnią i miłością Bożą, jak wynika z całego Powtórzonego Prawa. Gorliwość i dobrodziejstwa św. Bazylego wobec swego ludu opisuje Rufin, Księga II, rozdział IX: „Bazyli, powiada, podróżując po miastach i wioskach Pontu, począł swoimi słowami budzić ociężałe umysły tego ludu — mało zatroskane o przyszłą nadzieję — i rozpalać je swoim nauczaniem, i ścierać z nich twardość długiego zaniedbania. Przywiódł ich, by odłożywszy próżne i świeckie troski, poznali samych siebie, zjednoczyli się, budowali klasztory; nauczył ich oddawać się psalmom i hymnom i modlitwom, troszczyć się o ubogich, zakładać domy zakonne dla dziewic i czynić czyste i nieskalane życie niemal pożądanym dla wszystkich. W ten sposób w krótkim czasie oblicze całej prowincji zostało odmienione.”
Gdy św. Bazyli przemawiał, św. Efrem ujrzał gołębicę szepczącą mu kazanie do ucha — gołębicę, powiadam, która jest znakiem i hieroglifem Ducha Świętego, jak zaświadcza Grzegorz z Nyssy. Pomyśl zatem, jakież było to kazanie, jak gorliwe i żarliwe! Św. Grzegorz z Nazjanzu zaświadcza, że publiczny głód został ulżony staraniami św. Bazylego: „Nakarmił wszystkich, powiada, ale w jaki sposób? Posłuchaj. Otwierając swoją mową i zachętą spichlerze bogatych, uczynił to, co mówi Pismo: Łamie chleb głodnym, nasyca ubogich chlebem, żywi ich w głodzie i napełnia głodne dusze dobrami. Ale jak dokładnie? Gdy zgromadził głodujących w jednym miejscu — niektórych ledwo oddychających — mężczyzn, kobiety, małe dzieci, starców, każdy wiek godny litości: zebrawszy wszelki rodzaj pożywienia, jakie zwykło odpędzać głód, stawiając przed nimi garnki pełne potrawy; a potem, naśladując posługę Chrystusa, który przepasał się płótnem i bynajmniej nie wzbraniał się umyć nóg swoim uczniom, a zarazem posługując się pomocą swoich chłopców czy współsług w tym celu, troszczył się zarówno o ciała, jak i o dusze ubogich. Taki był nasz nowy szafarz i drugi Józef” itd. Lecz rodzony brat Bazylego, Grzegorz z Nyssy, dodaje, że wówczas św. Bazyli rozdał również swoją własną ojcowiznę ubogim.
Twoje miłosierdzie, troskliwość, gorliwość i posługę wobec wszystkich głoszą wszyscy twoi pasterze, duchowni i świeccy. Odnowiłeś wiele kościołów, posiadłości i rezydencji biskupich, i na te i podobne uczynki miłosierdzia wydałeś nie tylko dochody Kościoła, ale i własny majątek osobisty. Wszyscy ubodzy, smutni i dotkliwie cierpią wysławiają twoją dobroczynność; natura cię do niej pobudza, a łaska popycha naprzód; prawdziwie możesz powiedzieć te słowa świętego Hioba: „Od dziecięctwa mego wzrastało ze mną współczucie, a z łona matki mojej wyszło ze mną.”
Powiedziałeś mi nieraz — i sam z doświadczenia przekonałem się, że tak jest — że nie ma nic, co czynisz chętniej, nic przyjemniejszego, niż odwiedzać szpitale i domy ubogich i nieszczęśliwych, pocieszać ich, wspierać jałmużną i pokrzepiać wszelkim uczynkiem miłosierdzia. Mieszkańcy Hainaut i Mons doświadczyli tego właśnie w tym roku. Gdy bowiem dotknięci zostali najcięższą zarazą, która pochłonęła wiele tysięcy z nich, i nie pozostawało żadne lekarstwo, by powstrzymać zło, wysłałeś do nich relikwie — ciało św. Makariusza, niegdyś arcybiskupa Antiochii w Armenii — i skoro tylko je wniesiono do miasta, zaraza, jakby porażona z nieba, zaczęła ustępować i maleć, i nie przestała się zmniejszać, aż została całkowicie wygaszona. Wszyscy mieszkańcy Mons to wyznają i publicznie to obchodzą, a na dziękczynienie wznieśli kosztem hojnym srebrny relikwiarz dla św. Makariusza.
Mojżesz ustanowił nazireuszów i podyktował im prawa w Księdze Liczb V. Św. Bazyli, Mojżesz mnichów cenobickich, wzniósł klasztory na całym Wschodzie i przepisał im konstytucje zakonne. Heretycy atakowali go z tego powodu, jak gdyby okazał się wynalazcą nowinek; im to odpowiedział w Liście 63: „Jesteśmy oskarżani, powiada, i z powodu tego sposobu życia, że mamy ludzi, którzy są mnichami oddanymi pobożności, którzy wyrzekli się świata i wszystkich jego trosk, które Pan porównał do cierni utrudniających owocność słowa; tacy ludzie noszą w swoich ciałach umartwianie Jezusa i każdy, wziąwszy swój krzyż, idzie za Panem. Co do mnie, spędziłbym całe życie na to, by te zbrodnie mogły mi być zarzucane, i bym miał przy sobie ludzi, którzy mnie mając za nauczyciela, dotychczas obrali to ćwiczenie w pobożności” itd. Następnie dodaje, że Egipt, Palestyna i Mezopotamia pełne są tych, którzy podążają za tą chrześcijańską filozofią; i że nawet kobiety, naśladując ten sam ideał, szczęśliwie osiągnęły równą regułę życia. Ponieważ ten wzniosły sposób życia zaczął już kiełkować wśród jego ludu, wyraził pragnienie, aby rozszerzył się jak najdalej; a zazdrościć temu przedsięwzięciu, oświadcza w dalszych słowach, nie jest niczym innym, jak przewyższeniem samego diabła w niegodziwości: „To wam oznajmiam i potwierdzam: że to, czego dotychczas ojciec kłamstwa, szatan, nie ośmielił się powiedzieć, zuchwałe serca teraz mówią nieustannie i z pełną swobodą, nie hamowane żadnym wędzidłem umiarkowania”. Z tych słów rozważ, za jakich należy uważać tych heretyków i zepsutych chrześcijan, którzy są wrogami życia zakonnego.
Ty, Najjaśniejszy Panie, nie jesteś zakonnikiem z formalnej profesji ani przynależności do domu zakonnego; lecz co trudniejsze, prowadzisz życie zakonne w świecie. Twój dom, twoja rodzina są tak uporządkowane, tak pobożne, że zdają się być klasztorem. Skąd to? Oczywiście stąd, że to, co Grzegorz z Nazjanzu mówi o św. Bazylim — „życie Bazylego było dla wszystkich regułą życia” — odnosi się równie dobrze do ciebie. Jesteś przyjacielem naszego Towarzystwa i wszystkich zakonników, którzy prawdziwie są zakonnikami, a zwłaszcza tych, którzy żyją nie tylko dla siebie, lecz i dla innych, i swój trud poświęcają kierowaniu dusz ku zbawieniu.
Klasztory żeńskie w całej archidiecezji Mechelen niegdyś, a teraz w diecezji gandawskiej, były przez ciebie tak często wizytowane, reformowane, budowane i kierowane świętymi zarządzeniami, że wszystkie uważają cię za ojca, kochają cię i na tobie polegają.
Mojżesz stawił opór faraonowi i jego magom z przedziwną stałością; znosił, pokonywał i poskramiał wrogów ludu Bożego ze wszystkich stron. Św. Bazyli pokonał i poraził Juliana, cesarza apostatę: tak bowiem pisze Damasceński za Helladiuszem w swej pierwszej Mowie o obrazach: „Bazyli, powiada, pobożny, stał przed obrazem Naszej Pani, na którym była również namalowana postać Merkurego, sławnego męczennika, i stał w modlitwie, by bezbożny apostata Julian został usunięty. I z tego właśnie obrazu dowiedział się, co miało nastąpić. Ujrzał bowiem męczennika najpierw niewyraźnego i ciemnego, lecz niedługo potem trzymającego zakrwawioną włócznię.”
Ponadto, jak chwalebne były zmagania św. Bazylego z Walensem i arianami? Modestus, prefekt Walensa, jak zaświadcza Grzegorz z Nazjanzu, naciskał na Bazylego, by przyjął religię cesarza. Ten odmówił. Wówczas prefekt rzekł: „My, którzy to nakazujemy — czym się wam w końcu wydajemy?” — „Niczym zgoła, odrzekł Bazyli, gdy takie rzeczy nakazujecie; albowiem chrześcijaństwo wyróżnia się nie godnością osób, lecz prawością wiary”. Wówczas prefekt, rozpalony gniewem i powstając: „Czyż, rzekł, nie boisz się tej władzy?” — „I czemuż miałbym się bać? odrzekł Bazyli; co się stanie? co wycierpiąm?” — „Co wycierpiszą odpowiedział prefekt. Jedno z wielu, co leży w mojej mocy.” — „A cóż to takiego? dodał Bazyli: wytłumacz nam.” — „Konfiskata dóbr, rzekł tamten, wygnanie, tortury, śmierć.” Wówczas Bazyli: „Jeśli masz coś innego, tym mi groź; bo z tego, co dotychczas wymieniłeś, nic nas nie dotyka.” — „Jakże to?” rzekł prefekt. „Ponieważ, odrzekł Bazyli, konfiskacji dóbr nie podlega ten, kto nic nie posiada — chyba że potrzebujesz tych obdartych i wytartych łachmanów moich i tych kilku książek, w których cały mój majątek i zasoby się zawierają. Co do wygnania, nie znam go, gdyż nie jestem przywiązany do żadnego miejsca; nie uważam nawet tej ziemi, którą teraz zamieszkuję, za swoją, a gdziekolwiek mnie rzucą, uznam za swoją; a raczej, mówiąc ściślej, wiem, że cała ziemia jest Boża, a ja jestem na niej przychodniem i pielgrzymem”. Posłuchaj jeszcze większych rzeczy i jeszcze większego ducha. „Co do tortur, cóż mogę doznać, skoro nie mam ciała? — chyba że mówisz o pierwszym ciosie: bo tylko o nim rozstrzyga twoja wola i władza. Śmierć zaś będzie dla mnie dobrodziejstwem: prędzej bowiem ześle mnie do Boga, dla którego żyję i pełnię swoją służbę, i którego śmierć w wielkiej mierze już umarłem, i ku któremu od dawna dążę. Ogień i miecz, dzikie zwierzęta i pazury szarpiące ciało są dla nas rozkoszą i radością, a nie postrachem. Przeto znieważaj nas, groź, czyń cokolwiek ci się podoba, korzystaj ze swej władzy; niech i cesarz to usłyszy — nigdy nas zaiste nie pokonasz ani nie sprawisz, byśmy przystali na bezbożną naukę, choćbyś groził gorszymi rzeczami niż te.”
Złamany tą śmiałością prefekt udał się do cesarza i rzekł: „Zostaliśmy pokonani przez biskupa tego Kościoła; jest silniejszy od gróźb, twardszy w argumentacji, potężniejszy od pochlebstw. Trzeba wypróbować kogoś bardziej bojaźliwego”. Słusznie zatem Cyrus Teodor wyszydzał tego prefekta — który później, gdy zachorował, zmuszony był prosić o pomoc Bazylego — tymi wierszami:
Prefektem jesteś dla wszystkich innych, Modeście,
lecz Bazylemu Wielkiemu ulegasz.
Choćbyś nie wiem jak pragnął rozkazywać, poddajesz się;
mrówką jesteś, choć ryczysz jak lew.
Teodoret, Księga IV, rozdział 17, dodaje to: Był obecny także, powiada, pewien człowiek imieniem Demostenes, prefekt cesarskiej kuchni, który w sposób zgoła barbarzyński skarcił Bazylego, mistrza całego świata. Lecz św. Bazyli, uśmiechnąwszy się, rzekł: „Widzieliśmy nieuczonego Demostenesa”. A gdy tamten, płonąc jeszcze większym gniewem, począł grozić, Bazyli rzekł: „Twoją sprawą jest pilnować przyprawiania rosołów; bo skoro masz uszy zapchane brudem, nie możesz słyszeć świętej nauki.”
Twoja stałość w obronie wiary i karności, Najjaśniejszy Biskupie, jest wszędzie wysławiana; albowiem wszyscy widzą, że nie ustajesz, dopóki jej nie utwierdzisz i łagodnie nie sprowadzisz zbuntowanych pod jarzmo Pańskie, tak że sami potem dziwią się, iż się poddali i tak bardzo się odmienili. Niektórzy powiadają, że posiadasz jakiś magiczny urok ponęty i czaru, bo potrafisz każdego o wszystkim przekonać i nie ustajesz, dopóki nie przyciągniesz kogokolwiek do twego poglądu — to jest do zdrowego rozsądku. Wiele twardych rzeczy w tej pracy przełknąłeś; twardsze jeszcze przełkniesz, lecz Bóg będzie obecny i da ci je przezwyciężyć.
Mojżesz, odchodząc do ojców, pozostawił wśród ludu ogromną za sobą tęsknotę — „i opłakiwali go synowie Izraela na równinach Moabu przez trzydzieści dni.”
Przy śmierci i pogrzebie św. Bazylego, jak pisze św. Grzegorz z Nazjanzu, tak wielki był napływ żałobników — nawet Żydów i pogan — że kilkoro zostało zadeptanych i zabitych w tłumie.
Jakiż ból twoich gandawskich wiernych przy twoim odejściu, opłakujących je jak śmierć ojca, cale miasto opowiada. Na skrzyżowaniach słychać te głosy: „Biada! Nie byliśmy godni tak wielkiego męża; nasze grzechy odbierają nam tego biskupa. Uważamy to za wielką chłostę Bożą. Nasz anioł odchodzi — kto nas strzeże? kto nas poprowadzi?” Z drugiej strony, jak wielki jest płacz gandawczyków, którzy cię tracą, tak wielka jest radość tych z Cambrai, którzy cię otrzymują; Mons się weseli, Valenciennes skacze z radości, Cambrai krzyczy z uciechy.
Wielkie żniwo wyrasta tu przed tobą, które wielkim trudem trzeba będzie zebrać: blisko ośmiuset parafii do administrowania; ileż tysięcy wiernych do karmienia? ileż tysięcy dusz do zbawienia? Tu twoja pilność się wyostrzy, twoja miłość się rozbudzi, twoja gorliwość się rozpali — zwłaszcza gdy rozważysz, i teraz rozważasz, owo powiedzenie św. Grzegorza z Nazjanzu: „Bazyli przez jeden Kościół cezarejski oświecił cały świat.”
Znajdziesz w Annałach Kościoła w Cambrai — który jest najstarożytniejszy i należy do pierwszych w Belgii — że bardzo wielu jego biskupów zostało wpisanych do katalogu świętych, z których każdy jaśniał przedziwną świętością dzięki swojej szczególnej cnocie i praktyce.
Św. Windycjan poświęcił wielkie zasoby i wysiłki budowaniu świętych miejsc i przystosowywaniu ich do zgromadzeń wiernych: przede wszystkim wznosił klasztory i kościoły.
Św. Lietbert „najstaranniej unikał krzywd, powiada autor jego Żywotu, znosił je najrówniej i kończył jak najszybciej; miłość do pieniędzy uważał za najpewniejszy jad wszelkich swoich nadziei; przyjaciół używał do odwzajemniania łask, nieprzyjaciół do ćwiczenia cierpliwości, a resztę do pielęgnowania życzliwości”. Wyruszając do Jerozolimy, pociągnął za sobą trzy tysiące ludzi, którzy towarzyszyli mu w pielgrzymce. Jego świętość objawiła się cudem: albowiem siwe włosy po śmierci powróciły do koloru i piękna młodzieńczej świeżości.
Autbert jaśniał wśród mieszkańców Cambrai i Hainaut przedziwną pokorą i świętością. Za jego czasów Hainaut zaczął rozkwitać w wierze chrześcijańskiej przy udziale wielu powołanych na pomoc towarzyszy, takich jak św. Landelin, św. Gislenus, św. Wincenty hrabia Hainaut i św. Waldetruda, żona Wincentego. Z tego powodu król Franków Dagobert nierzadko przybywał po radę św. Autberta. Płonął taką gorliwością o nawrócenie jednego grzesznika, że niemal strawił się we łzach i pokutach. Upiększał również relikwie świętych z największą stosownością.
Św. Gaugeryk, jeszcze jako chłopiec, był najgoręcej skłonny ku rzeczom świętym: cudownie wyzwolił bardzo wielu więźniów z lochów i kajdan, w której to łasce szczególnie się wyróżniał. Zbudował wiele kościołów w ciągu trzydziestu dziewięciu lat, przez które kierował swoją stolicą.
Niemal mu dorównywał św. Teodoryk, którego cnoty wysławia Hinkmar, arcybiskup Reims.
Podobnie św. Jan, jego następca, sławiony przez tegoż Hinkmara.
Św. Odo, biskup Cambrai, odznaczał się taką wiarą i stałością wobec Boga i Kościoła, że wypędzony ze swej stolicy przez cesarza Henryka IV, ponieważ odmówił ponownego przyjęcia od niego w darze pastorału i pierścienia, które otrzymał od Kościoła przy konsekracji, resztę życia spędził na wygnaniu w Anchin i na tym wygnaniu umarł.
Oto będą twoje domowe zwierciadła, oto bodźce do chwalebnych trudów podejmowanych dla tegoż Kościoła, do chwalebnych zmagań mężnie staczanych w jego obronie. Idź dalej, jak zacząłeś: szczerych i dzielnych współpracowników nie zabraknie; wybieraj ich roztropnie i zapraszaj ich oraz włączaj jako towarzyszy w to święte dzieło. Naśladuj Mojżesza we wszystkim; wyrażaj Bazylego. Modlę się do dobroci Bożej i nie przestanę się modlić, by wylała na ciebie ducha obu mężów — obfitego i podwójnego — abyś karmił tysiące dusz tobie powierzonych w bojaźni, czci i miłości Bożej i doprowadził je do błogosławionej wieczności. Do tego pobudza mnie moja miłość ku tobie i troska o twoje sprawy, która jest ci dobrze znana.
W godzinach wolnych od innych obowiązków będziesz mógł czytywać to dzieło na spokojnie: ufam, że urozmaicenie i przyjemność dziejów, przykładów, starożytnych obrzędów i ceremonii cię zachwycą, i że poznając z niego Mojżesza lepiej, tym bardziej zostaniesz pobudzony do naśladowania go. Moja metoda tutaj jest taka sama jak w komentarzach Pawłowych, z tym że tutaj jestem zwięźlejszy w słowach, a bogatszy w treści. Tu bowiem rozmaitość i rozległość tematu jest większa, jak i jego przystępność i przyjemność — wiele jest bowiem historycznego, inne partie są typologiczne, ozdobione pięknymi figurami i symbolami — i te dwie rzeczy zmusiły mnie do oszczędności słów, aby dzieło nie rozrosło się nadmiernie; z tego samego powodu oszczędziłem sobie również rycin Arki, Cherubinów, ołtarza, przybytku i reszty.
Zawarłem tu to, co zgromadziłem przez dwadzieścia lat komentowania Pięcioksięgu i wykładania tego samego materiału po raz drugi i trzeci. Wszędzie wplotłem solidne i miłe alegorie starożytnych obrzędów, przyprawione wybranymi sentencjami, przykładami i apoftegmatami starożytnych. Poruszyło mnie owo słowo Poety:
Zdobywa wszelkie głosy ten, kto łączy pożyteczne z przyjemnym.
Lecz bym nie przekroczył miary listu, więcej o Mojżeszu i mojej metodzie powiem w przedmowie.
Przyjmij zatem, Najjaśniejszy Panie, ten znak i zadatek miłości i szacunku, jaki ja, kolegium lowańskie i całe nasze Towarzystwo żywimy ku tobie; a ponieważ jestem teraz powoływany stąd do innych obowiązków i być może nigdy więcej nie ujrzę Twojej Najczcigodniejszej Wielmożności w tym świecie, niech to będzie trwałą pamiątką po mnie w twoim sercu, abyśmy nieobecni ciałem na chwilę, lecz zawsze obecni duchem, po tym krótkim i nędznym życiu złączyli się w niebieskiej chwale w Chrystusie Panu naszym — na którego cześć cały ten nasz trud się trudzi i mozoli — i abyśmy obaj otrzymali, ty obficie, ja jedynie w miarę mej skromnej zdolności, to, co zostało obiecane przez Daniela: „Uczeni będą jaśnieć jak blask firmamentu, a ci, którzy wielu do sprawiedliwości pouczają, jak gwiazdy na wieki wieczyste”. Amen.
MUCJUSZ VITELLESCHI.
GENERAŁ TOWARZYSTWA JEZUSOWEGO.
Ponieważ trzej teologowie naszego Towarzystwa, którym to zadanie powierzono, przejrzeli Komentarze do Pięcioksięgu Ojca Korneliusza Korneliusza a Lapide, teologa naszego Towarzystwa, i zatwierdzili je jako nadające się do druku: udzielamy pozwolenia, aby zostały oddane do prasy, jeśli tak się spodoba tym, do których ta sprawa należy. Na dowód czego wydaliśmy te listy podpisane własną ręką i opatrzone naszą pieczęcią, w Rzymie, 9 stycznia 1616.
MUCJUSZ VITELLESCHI.
POZWOLENIE PRZEWIELEBNEGO OJCA PROWINCJAŁA
PROWINCJI FLANDRII BELGIJSKIEJ.
Ja, Karol Scribani, Prowincjał Towarzystwa Jezusowego w prowincji Flandrii Belgijskiej, na mocy władzy udzielonej mi w tym celu przez Przewielebnego Ojca Generała Mucjusza Vitelleschiego, udzielam spadkobiercom Marcina Nutiusa i Janowi Moretiusowi, drukarzom antwerpskim, pozwolenia na oddanie do prasy Komentarzy do Pięcioksięgu Mojżesza, autorstwa Ojca Korneliusza Korneliusza a Lapide, teologa naszego Towarzystwa. Na dowód czego wydałem te listy napisane własną ręką i opatrzone pieczęcią mego urzędu, w Antwerpii, 23 sierpnia, roku 1616.
KAROL SCRIBANI.
OCENA CENZORA.
Ten Komentarz Przewielebnego Ojca Korneliusza Korneliusza a Lapide, teologa Towarzystwa Jezusowego, jest uczony i pobożny, i pod każdym względem godny opublikowania, aby pouczał wszystkich spragnionych wiedzy i umacniał ich w pobożności. Co poświadczam 9 maja, roku 1615.
EGBERT SPITHOLDIUS,
Licencjat Świętej Teologii, Kanonik i Proboszcz Antwerpski, Cenzor Ksiąg.
Adnotacje, którymi Aug. Crampon, kapłan diecezji Amiens, objaśnił i wzbogacił Komentarze Ojca Korneliusza a Lapide do Pięcioksięgu.
Nic nie stoi na przeszkodzie ich wydrukowania.
Wydano w Amiens, 2 maja roku 1852.
JAKUB ANTONI
Biskup Amiens.
ŻYCIE KORNELIUSZA A LAPIDE.
Korneliusz Korneliusz a Lapide, Belg z narodowości, rodem z Bocholt w krainie Eupen, urodzony ze szlachetnych rodziców, od pierwszego użycia rozumu począł czcić Boga wiarą, nadzieją i miłością. Jako młodzieniec wstąpił do Towarzystwa Jezusowego 8 lipca roku zbawienia 1592; w nim, zanim minęła młodość, został wyświęcony na kapłana i codziennie składał świętą Hostię jako nieustanną ofiarę, aż do samego końca swego życia. Język święty i Pismo Święte publicznie wykładał w Lowanium przez ponad dwadzieścia lat, a następnie został wezwany do Rzymu przez przełożonych, gdzie z najwyższą sławą imienia przez wiele lat wykładał te same przedmioty, aż wreszcie ulegając ciężarowi tej pracy, oddał się całkowicie prywatnemu pisarstwu. Jaki tryb życia wówczas obrał, żadnymi słowami nie zdołam wyłożyć trafniej niż jego własnymi; rozmawiając z Bogiem, tak to wyraził: „Te moje trudy i ich owoce, wszystkie moje studia, całą moją naukę, cały mój komentarz poświęciłem Twojej chwale, o Najświętsza Trójco i troista Jedności, i pragnąłem, aby każde moje działanie, każde cierpienie i całe moje życie nie było niczym innym jak nieustanną Twoją chwałą. Ty objawiłeś się memu umysłowi od dawna, abym Ciebie jedynego cenił i szukał, a wszystko inne jako nędzne, puste i ulotne lekceważył i gardził. Dlatego uciekam od dworów i wybrzeży: szukam samotności i odosobnienia, dla mnie przyjemnego, a dla innych nie bezużytecznego, w towarzystwie św. Bazylego, Grzegorza i Hieronima, którego święte Betlejem, tak gorliwie przez niego szukane w Palestynie, ja znalazłem tu w Rzymie. Niegdyś za młodu byłem Martą; teraz, na schyłku wieku, bardziej jestem i miłuję rolę Marii Magdaleny, pomny krótkości życia, pomny Boga, pomny zbliżającej się wieczności. Jedynym mieszkańcem mojej celi — która jest mi wierniejsza i droższa niż cała ziemia i wydaje mi się niebem na ziemi — i samotności jestem; mieszkaniec celi, stały bywalec mego świętego gabinetu, usiłuję być mieszkańcem nieba; szukam spokoju, a raczej zajęcia świętej kontemplacji, lektury i pisania. Oddaję się Bogu jednemu i troistemu, aby przyjmować, rozważać i czcić Jego wyrocznie i natchnienia; siedzę u stóp Chrystusa, wiszę na Jego ustach, by czerpać słowa życia, które potem mogę wylewać na innych.”
Tak czynił jako starzec, obciążony zasługami długiej świętości; albowiem od samego momentu wstąpienia do Towarzystwa Jezusowego, przez nieustanne rozważanie błogosławionej wieczności, tak został pobudzony do pogardy rzeczy ludzkich i pragnienia niebieskich, że od tego czasu nie dążył do niczego innego, jak tylko do trwałej woli, chwały i sławy Chrystusa, w życiu i w śmierci, w czasie i w wieczności; dążył i trudził się, aby ją jedyną wysławiać i pomnażać wszystkimi ślubami i studiami, wszystkimi siłami ciała i duszy; niczego od żadnego śmiertelnika na tym świecie nie oczekiwał, niczego nie pragnął; nie zważał na sądy i oklaski ludzi; pragnąc podobać się jedynie Bogu i lękając się Mu nie podobać, miał na względzie tylko ten jeden cel, tę jedną prośbę, ku temu jednemu celowi zmierzała cała jego lektura i pisanie, cały jego trud się pocił: aby Jego święte imię było uświęcone i Jego święta wola spełniła się jako w niebie, tak i na ziemi. Najgorętsze pragnienie podjęcia męczeństwa, Boską łaską wszczepione od samego nowicjatu, zawsze tak uparcie zachowywał, że nieustannie wszystkimi ślubami wypraszał sobie tę koronę. Niemal już ją trzymał w rękach w roku 1604, gdy przebywając przy sanktuarium Matki Bożej z Aspromont, słynnym z cudów, niedaleko Lowanium, i wspomagając tłumy ludu, który przybywał w celach religijnych, poprzez spowiedzi, kazania i inne święte posługi, oddział holenderskiej kawalerii niespodziewanie napadł na to miejsce w sam dzień święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, niszcząc wszystko ogniem i mieczem; został otoczony i niemal schwytany i zabity. Lecz za pomocą Najświętszej Eucharystii, którą wynosił z kościoła, aby nie została zbezczeszczona przez heretyków, i za wstawiennictwem Najświętszej Panny, którą błagał gorliwym ślubem, niebezpieczeństwo zostało oddalone nie bez pozoru cudu; on sam został ocalony cudowną opatrznością. Jak bardzo zaś pragnienie męczeństwa nigdy go nie opuszczało, dostatecznie ukazują te słowa, którymi, ukończywszy swój Komentarz do czterech Proroków, zwraca się do świętych czterech Proroków w te słowa: „O Prorocy Pańscy, uczyniliście mnie uczestnikiem waszego proroctwa i waszego doktorskiego wieńca; uczyńcie mnie, proszę, uczestnikiem także męczeństwa, abym i ja krwią swoją przypieczętował prawdę, którą od was zaczerpnąłem, innych nauczyłem i na piśmie utrwaliłem. Albowiem mój doktorat nie będzie doskonały i dopełniony, dopóki nie zostanie równie zamknięty tą pieczęcią. Przez blisko trzydzieści lat chętnie i dobrowolnie znosiłem z wami i dla was nieustanne męczeństwo życia zakonnego, męczeństwo chorób, męczeństwo studiów i pisania: wyproście mi, błagam, jako ukoronowanie czwarte męczeństwo — męczeństwo krwi. Wyczerpałem dla was duchy żywotne i zwierzęce; wyczerpię i krew. Za cały trud, jaki przez te wszystkie lata ponosiłem z łaski Bożej, wyjaśniając was, oświecając i sprawiając, że mówiliście i prorokowaliście nowym językiem, tak że niejako prorokowałem razem z wami — uzyskajcie mi, jako wynagrodzenie waszego proroka, męczeństwo, powiadam, od Ojca światłości, tak jak i miłosierdzie.” Zaraz potem, zwracając się do Najświętszej Bożej Rodzicielki, której był dłużny siebie i wszystko, co posiadał, przez którą został powołany, niegodny, do świętego Towarzystwa Jej Syna, w którym był przez Nią cudownie kierowany, wspierany i pouczany, błaga Ją, by za Jej pośrednictwem dostąpił męczeństwa; następnie gorąco prosi Pana Jezusa, swą miłość, przez zasługi Jego Matki i Proroków, aby nie prowadził bezczynnego życia ani nie umarł bezczynną śmiercią w łóżku, lecz śmiercią zadaną drewnem lub żelazem. Zgodne z tymi pragnieniami były ozdoby jego pozostałych cnót, których zbyt długo byłoby tu wymieniać. Nic nie mogło wydawać się łagodniejsze od niego, nic skromniejsze, nic bardziej powściągliwe. Tak pokorne było jego mniemanie o sobie pośród tak ogromnej nauki i tak rozległej mądrości ludzkiej i boskiej, że twierdzał: „Prawdziwie i w moim sumieniu jestem najgłupszym z ludzi i mądrość ludzka nie jest ze mną; jestem małym dzieckiem, które nie zna swego wychodzenia ani wchodzenia.” Gdzie indziej również oświadcza: „Od blisko czterdziestu lat poświęcam się temu świętemu studium, od trzydziestu lat nie czynię nic innego i wciąż wykładam Pismo Święte, a jednak czuję, jak mały postęp w nim uczyniłem.” Tak mocno trzymał się surowości życia zakonnego, że aby ono z jego powodu nie poniosło żadnego uszczerbku, odmawiał podawania sobie czegokolwiek wyjątkowego do posiłku, chociaż zdrowie jego było zawsze najsłabsze, obciążone wiekiem i wyczerpane studiami, które miały służyć Kościołowi Bożemu, i nie mógł strawić pokarmów podawanych innym. Posłuszeństwo było mu zawsze droższe niż życie, i umiłowanie prawdy. Prawdę stawiał na pierwszym miejscu we wszystkich swoich pismach, a posłuszeństwo było tym, co skłoniło go do ogłoszenia swoich pism drukiem — pism, które w przeciwnym razie skazałby na wieczne milczenie. Pochłonięty tymi zajęciami świętości, przekroczywszy siedemdziesiąt lat życia, spłacił wreszcie dług naturze w Świętym Mieście, gdzie zawsze pragnął zmieszać swe kości z kośćmi świętych, dnia 12 marca roku 1637. Jego ciało, za zgodą przełożonych, zostało zamknięte we własnej trumnie, aby mogło kiedyś zostać rozpoznane, i pochowane. Katalog jego dzieł jest następujący: Komentarze do Pięcioksięgu Mojżesza, Antwerpia 1616, ponownie w 1623 in folio; do ksiąg Jozuego, Sędziów, Rut, Królewskich i Kronik, Antwerpia 1642, in folio; do ksiąg Ezdrasza, Nehemiasza, Tobiasza, Judyty, Estery i Machabeuszów, Antwerpia 1644; do Przysłów Salomona, Antwerpia i Paryż, u Cramoisy'ego, 1635; do Koheleta, Antwerpia 1638, Paryż 1639; do Księgi Mądrości; do Pieśni nad Pieśniami; do Mądrości Syracha; do czterech Proroków Większych; do dwunastu Proroków Mniejszych; do czterech Ewangelii Jezusa Chrystusa; do Dziejów Apostolskich; do wszystkich Listów Apostoła św. Pawła; do Listów Powszechnych; do Apokalipsy Apostoła św. Jana.
Pozostawił nieukończone komentarze do Księgi Hioba i Psalmów.
DEKRETY SOBORU TRYDENCKIEGO
(SESJA IV).
O KANONICZNYCH KSIĘGACH PISMA ŚWIĘTEGO.
Święty, ekumeniczny i powszechny Sobór Trydencki, prawomocnie zgromadzony w Duchu Świętym, pod przewodnictwem trzech legatów Stolicy Apostolskiej, mając nieustannie przed oczyma to, aby po usunięciu błędów sama czystość Ewangelii była zachowana w Kościele; która to Ewangelia, obiecana wcześniej przez proroków w Pismach świętych, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, najpierw własnymi ustami została ogłoszona, a następnie nakazana do głoszenia wszelkiemu stworzeniu przez Jego Apostołów jako źródło wszelkiej zbawiennej prawdy i karności obyczajów: uznając, że ta prawda i karność zawierają się w księgach spisanych i w tradycjach niespisanych, które, przyjęte przez Apostołów z ust samego Chrystusa albo też przez samych Apostołów pod natchnieniem Ducha Świętego niejako z rąk do rąk przekazane, doszły aż do nas: idąc za przykładami prawowiernych Ojców, przyjmuje i czci z równym uczuciem pobożności i szacunku wszystkie księgi tak Starego, jak i Nowego Testamentu — gdyż jedynym autorem obu jest Bóg — jak również wspomniane tradycje, zarówno te odnoszące się do wiary, jak i te odnoszące się do obyczajów, jako podyktowane bądź przez samego Chrystusa ustnie, bądź przez Ducha Świętego, i zachowane w Kościele katolickim w nieprzerwanej sukcesji.
Sobór uznał za stosowne dołączyć do tego dekretu spis ksiąg świętych, aby w niczyim umyśle nie powstała wątpliwość co do tego, które to księgi są przez ten Synod przyjmowane. Są one następujące:
Ze Starego Testamentu: pięć ksiąg Mojżesza, to jest Rodzaju, Wyjścia, Kapłańska, Liczb, Powtórzonego Prawa; Jozuego, Sędziów, Rut; cztery Królewskie; dwie Kronik; pierwsza i druga Ezdrasza, z których druga nazywa się Nehemiaszem; Tobiasza, Judyty, Estery, Hioba, Psałterz Dawidowy stu pięćdziesięciu psalmów; Przysłów, Koheleta, Pieśń nad Pieśniami, Mądrości, Mądrości Syracha, Izajasz, Jeremiasz z Baruchem, Ezechiel, Daniel; dwunastu Proroków Mniejszych, to jest Ozeasz, Joel, Amos, Abdiasz, Jonasz, Micheasz, Nahum, Habakuk, Sofoniasz, Aggeusz, Zachariasz, Malachiasz; dwie Machabeuszów, pierwsza i druga.
Z Nowego Testamentu: cztery Ewangelie, według Mateusza, Marka, Łukasza i Jana; Dzieje Apostolskie spisane przez Łukasza Ewangelistę; czternaście Listów Pawła Apostoła: do Rzymian, dwa do Koryntian, do Galatów, do Efezjan, do Filipian, do Kolosan, dwa do Tesaloniczan, dwa do Tymoteusza, do Tytusa, do Filemona, do Hebrajczyków; dwa Piotra Apostoła; trzy Jana Apostoła; jeden Jakuba Apostoła; jeden Judy Apostoła; i Apokalipsa Jana Apostoła.
Jeśliby zaś ktoś nie przyjął tych ksiąg w całości ze wszystkimi ich częściami, tak jak zwykło się je czytać w Kościele katolickim i jak są zawarte w starym łacińskim wydaniu Wulgaty, i świadomie oraz rozmyślnie wzgardził wyżej wymienionymi tradycjami, niech będzie wyklęty.
II.
O WYDANIU I UŻYTKU KSIĄG ŚWIĘTYCH.
Ponadto tenże święty Sobór, rozważając, że niemała korzyść może przypaść Kościołowi Bożemu, jeśli ze wszystkich łacińskich wydań ksiąg świętych będących w obiegu stanie się wiadome, które ma być uważane za autentyczne, stanowi i oświadcza, że to stare wydanie Wulgaty, które przez długie użytkowanie tylu wieków zostało zatwierdzone w samym Kościele, ma być uważane za autentyczne w publicznych czytaniach, dysputach, kazaniach i wykładach; i że nikomu nie wolno pod żadnym pozorem odrzucać go ani ośmielać się tego czynić.
Ponadto, chcąc poskromić zuchwałe umysły, postanawia, że nikt, opierając się na własnej roztropności, w sprawach wiary i obyczajów odnoszących się do budowania doktryny chrześcijańskiej, naginając Pismo Święte do własnych poglądów, nie może ośmielić się interpretować Pisma Świętego wbrew temu sensowi, którego się trzymała i trzyma święta Matka Kościół — do którego należy osądzanie prawdziwego sensu i interpretacji Pisma Świętego — ani też wbrew jednomyślnej zgodzie Ojców; nawet gdyby takie interpretacje nigdy nie miały być ogłoszone drukiem. Ci, którzy postąpią wbrew temu, zostaną osądzeni przez ordynariuszy i ukarani karami ustanowionymi przez prawo.
Chcąc ponadto nałożyć drukarzy w tej sprawie należyty hamulec (albowiem ci teraz bez żadnej miary — to jest sądząc, że wolno im wszystko, co się im podoba — drukują same księgi Pisma Świętego oraz adnotacje i wykłady do nich kogokolwiek bez różnicy, często z przemilczanym, a często nawet z fałszywym znakiem drukarskim i, co jest poważniejsze, bez imienia autora; a także lekkomyślnie sprzedają tego rodzaju księgi wydrukowane gdzie indziej), postanawia i stanowi, że odtąd Pismo Święte, a zwłaszcza to stare wydanie Wulgaty, ma być drukowane jak najstaranniej; i że nikomu nie wolno drukować ani zlecać drukowania jakichkolwiek ksiąg o sprawach świętych bez imienia autora; ani ich w przyszłości sprzedawać, ani nawet zatrzymywać u siebie, jeśli nie zostały wcześniej zbadane i zatwierdzone przez ordynariusza, pod karą ekskomuniki i grzywny nałożonej w kanonie najnowszego Soboru Laterańskiego. A jeśli są to zakonnicy, oprócz takiego zbadania i zatwierdzenia, mają być zobowiązani uzyskać również pozwolenie od swoich przełożonych, po przejrzeniu przez nich ksiąg zgodnie z formą ich zarządzeń. Ci zaś, którzy je przekazują na piśmie lub ogłaszają bez uprzedniego zbadania i zatwierdzenia, podlegają tym samym karom co drukarze. A ci, którzy je posiadają lub czytają, jeśli nie ujawnią autorów, mają być uważani za samych autorów. Samo zaś zatwierdzenie tego rodzaju ksiąg ma być dane na piśmie i dlatego ma autentycznie widnieć na początku księgi, czy to pisanej, czy drukowanej; a całość tego, to jest zarówno zatwierdzenie, jak i zbadanie, ma odbywać się bezpłatnie, aby to, co jest godne zatwierdzenia, zostało zatwierdzone, a co niegodne — odrzucone.
Następnie, chcąc powstrzymać ową zuchwałość, przez którą słowa i zdania Pisma Świętego są obracane i przekręcane ku rzeczom świeckim — mianowicie ku błazeńskim, bajecznym, próżnym, pochlebczym, oszczerczym, bezbożnym i diabelskim zaklęciom, wróżbom, losom, a nawet paszkwilom — nakazuje i zaleca, aby dla usunięcia takiej nieuszanowania i pogardy nikt odtąd nie ośmielił się w jakikolwiek sposób używać słów Pisma Świętego do tych i podobnych celów, aby wszyscy ludzie tego rodzaju, zuchwali gwałciciele i profanatorzy słowa Bożego, byli powściągani przez biskupów karami prawnymi i wedle ich uznania.
PRZEDMOWA DO CZYTELNIKA (1)
Pośród wielu i wielkich dobrodziejstw, jakie Bóg udzielił swemu Kościołowi przez święty Sobór Trydencki, to jedno zdaje się zasługiwać na pierwszeństwo: że spośród tylu łacińskich wydań Pisma Bożego uroczystym dekretem ogłosił za autentyczne jedynie stare i pospolite wydanie — Wulgatę — które przez długie wieki użytku w Kościele zostało już wypróbowane.
Pomijając bowiem fakt, że niemało spośród nowszych wydań zdawało się być samowolnie przekręconych dla potwierdzenia herezji naszych czasów, sama ta wielka rozmaitość i różnorodność przekładów mogła z pewnością wprowadzić wielkie zamieszanie w Kościele Bożym. Albowiem jest już rzeczą stwierdzoną, że w naszej epoce spełniło się niemal to samo, o czym św. Hieronim zaświadczył, że działo się za jego czasów: mianowicie, było tyle egzemplarzy, ile rękopisów, gdyż każdy według własnego kaprysu dodawał lub ujmował.
Powaga zaś tego starego i pospolitego wydania była zawsze tak wielka, a jego doskonałość tak wybitna, że sprawiedliwi sędziowie nie mogli wątpić, iż należy je zdecydowanie przedkładać nad wszystkie inne łacińskie wydania. Albowiem księgi w nim zawarte (jak nam niemal z rąk do rąk przekazali nasi przodkowie) zostały częściowo przyjęte z tłumaczenia lub poprawek św. Hieronima, a częściowo zachowane z pewnego najstarszego łacińskiego wydania, które św. Hieronim nazywa Pospolitym i Powszechnym, św. Augustyn — Italskim, a św. Grzegorz — Starym przekładem.
Co do czystości i doskonałości tego Starego (czyli Italskiego) wydania, istnieje znakomite świadectwo św. Augustyna w drugiej księdze dzieła O nauce chrześcijańskiej, gdzie uznał, że spośród wszystkich łacińskich wydań, krążących wówczas w wielkiej liczbie, wydanie Italskie powinno być przedkładane nad inne, ponieważ było — jak sam mówi — „bardziej wierne słowom, przy zachowaniu jasności sensu”.
Lecz co do św. Hieronima, istnieją liczne i znakomite świadectwa dawnych Ojców Kościoła: św. Augustyn nazywa go mężem najuczeńszym i najbieglejszym w trzech językach, i potwierdza świadectwem samych Hebrajczyków, że jego przekład jest prawdziwy. Tenże św. Grzegorz tak go wychwala, że mówi, iż jego przekład (który nazywa nowym) oddał wszystko wierniej z mowy hebrajskiej, a przeto jest jak najbardziej godzien, aby mu we wszystkim dawano pełną wiarę. Św. Izydor zaś w niejednym miejscu przedkłada wersję Hieronimową nad wszystkie inne i stwierdza, że jest ona powszechnie przyjęta i uznana przez Kościoły chrześcijańskie, ponieważ jest jaśniejsza w słowach i prawdziwsza w znaczeniu. Również Sofroniusz, mąż nader uczony, widząc, że przekład św. Hieronima jest wysoko ceniony nie tylko przez Łacinników, ale i przez Greków, tak go sobie poważał, że przełożył Psałterz i Proroków z wersji Hieronimowej na elegancką grekę.
Co więcej, najuczeńsi mężowie, którzy przyszli później — Remigiusz, Beda, Raban, Hajmon, Anzelm, Piotr Damiani, Ryszard, Hugo, Bernard, Rupert, Piotr Lombard, Aleksander, Albert, Tomasz, Bonawentura i wszyscy pozostali, którzy przez te dziewięćset lat rozkwitali w Kościele — posługiwali się wersją św. Hieronima w taki sposób, że inne wersje (których było niemal niezliczone) niejako wypadły z rąk teologów i zupełnie wyszły z użytku.
Dlatego Kościół katolicki nie bez zasług czci św. Hieronima jako największego Doktora i jako męża wzbudzonego przez Boga do tłumaczenia Pisma Świętego, tak że nietrudno jest teraz potępić sąd wszystkich tych, którzy albo nie przyjmują trudów tak wybitnego Doktora, albo nawet ufają, że potrafią stworzyć coś lepszego — lub przynajmniej równego.
Jednakże, aby tak wierny przekład i tak pod każdym względem pożyteczny dla Kościoła nie został w żadnej części zepsuty bądź przez szkodę czasu, bądź przez niedbalstwo drukarzy, bądź przez zuchwałą śmiałość tych, którzy bezmyślnie poprawiają, tenże najświętszy Sobór Trydencki mądrze dodał swoim dekretem, że to samo stare i pospolite wydanie powinno być drukowane jak najstaranniej, i że nikomu nie wolno go drukować bez pozwolenia i zatwierdzenia Przełożonych. Dekretem tym jednocześnie położył kres zuchwałości i samowoli drukarzy, a zarazem pobudził czujność i gorliwość Pasterzy Kościoła w zachowywaniu i strzeżeniu tak wielkiego dobra z jak największą pilnością.
I chociaż teologowie znakomitych Akademii z wielką chwałą pracowali nad przywróceniem wydaniu Wulgaty dawnej świetności, to jednak w tak wielkiej sprawie żadna pilność nie może być nadmierna; ponadto z rozkazu Papieża poszukano i sprowadzono do Miasta szereg starszych kodeksów rękopiśmiennych; wreszcie, ponieważ wiadomo, że wykonywanie dekretów soborów powszechnych, jak i sama nienaruszalność i czystość Pisma Świętego, należą szczególnie do pieczy Stolicy Apostolskiej — dlatego Pius IV, Papież, z niewiarygodną troską o wszystkie części Kościoła, powierzył to zadanie wybranym Kardynałom Świętego Kościoła Rzymskiego oraz innym mężom najbieglejszym zarówno w naukach świętych, jak i w różnych językach, aby jak najstaranniej poprawili łacińskie wydanie Wulgaty, posługując się najstarszymi kodeksami rękopiśmiennymi, badając także hebrajskie i greckie źródła Biblii, a wreszcie konsultując komentarze dawnych Ojców.
Pius V kontynuował to samo dzieło. Lecz owo zgromadzenie, które z powodu różnych i najcięższych zajęć Stolicy Apostolskiej długo było przerwane, Sykstus V, powołany z Bożej Opatrzności na najwyższy urząd kapłański, z najgorliwszą gorliwością przywołał i wreszcie nakazał oddać ukończone dzieło do druku. Gdy już zostało wydrukowane, a tenże Papież starał się, by ujrzało światło dzienne, spostrzegłszy, że do świętej Biblii wkradło się niemało błędów z winy prasy drukarskiej, które zdawały się wymagać ponownej staranności, uznał i postanowił, że całe dzieło należy poddać ponownej rewizji. Ponieważ jednak śmierć nie pozwoliła mu tego dokonać, Grzegorz XIV, który po dwunastodniowym pontyfikacie Urbana VII objął po Sykstusie tron, wypełniając zamiar jego umysłu, podjął się ukończenia dzieła, mianując ponownie w tym celu kilku najznakomitszych Kardynałów i innych najuczeńszych mężów.
Lecz gdy i on, i ten, który po nim nastąpił, Innocenty IX, w najkrótszym czasie zostali zabrani z tego świata, wreszcie na początku pontyfikatu Klemensa VIII, który teraz dzierży ster Kościoła powszechnego, dzieło, do którego dążył Sykstus V, z Bożą pomocą zostało dokonane.
Przyjmij zatem, Czytelniku chrześcijański, za zgodą tegoż Klemensa, Papieża, z drukarni watykańskiej, stare i pospolite wydanie Pisma Świętego, poprawione z taką starannością, z jaką tylko można było je zastosować; o którym wprawdzie, jako o dziele ludzkim, trudno twierdzić, że jest pod każdym względem doskonałe, ale bynajmniej nie należy wątpić, iż jest poprawniejsze i czystsze od wszystkich innych, jakie do dnia dzisiejszego się ukazały.
I chociaż w tej rewizji Biblii niemałą gorliwość dołożono w porównywaniu kodeksów rękopiśmiennych, źródeł hebrajskich i greckich oraz samych komentarzy dawnych Ojców, to jednak w tym powszechnie rozpowszechnionym wydaniu, tak jak pewne rzeczy celowo zmieniono, tak też inne, które wydawały się wymagać zmiany, celowo pozostawiono bez zmian: zarówno dlatego, że św. Hieronim wielokrotnie przestrzegał, iż tak należy czynić, aby nie gorszyć ludu; jak i dlatego, że należy wierzyć, iż nasi przodkowie, którzy z hebrajskiego i greckiego tworzyli wersje łacińskie, dysponowali zasobem lepszych i poprawniejszych ksiąg niż te, które po ich epoce doszły do nas (a które być może, przez wielokrotne przepisywanie przez tak długi okres, stały się mniej czyste i nienaruszone); wreszcie dlatego, że zamiarem świętej kongregacji najznakomitszych Kardynałów i innych najuczeńszych mężów wybranych przez Stolicę Apostolską do tego dzieła nie było stworzenie jakiegoś nowego wydania ani poprawianie czy emendowanie dawnego tłumacza w jakiejkolwiek części, lecz przywrócenie samemu staremu i pospolitemu wydaniu łacińskiemu — oczyszczonemu z błędów dawnych kopistów i z pomyłek zepsutych poprawek — jego pierwotnej integralności i czystości, na ile to było możliwe, a po przywróceniu — dołożenie wszelkich starań, by zostało wydrukowane jak najstaranniej zgodnie z dekretem Soboru ekumenicznego.
Ponadto w tym wydaniu postanowiono nie dodawać niczego, co nie jest kanoniczne, niczego podrobionego, niczego obcego. I z tej przyczyny księgi opatrzone jako III i IV Ezdrasza (których święty Sobór Trydencki nie zaliczył do ksiąg kanonicznych), a także Modlitwa króla Manassesa (która nie istnieje ani w hebrajskim, ani w greckim, nie znajduje się w starszych rękopisach i nie stanowi części żadnej księgi kanonicznej), zostały umieszczone poza ciągiem Pisma kanonicznego. Na marginesach nie umieszczono żadnych konkordancji (których dodanie w przyszłości nie jest zakazane), żadnych not, żadnych wariantów czytelniczych, żadnych przedmów ani argumentów na początku ksiąg.
Lecz jak Stolica Apostolska nie potępia gorliwości tych, którzy w innych wydaniach zamieszczają konkordancje miejsc, warianty czytelnicze, przedmowy św. Hieronima i inne tego rodzaju rzeczy, tak też nie zabrania, aby w innym rodzaju druku tego samego wydania watykańskiego tego rodzaju pomoce mogły być w przyszłości dodawane dla wygody i pożytku studentów, pod warunkiem jednak, że warianty czytelnicze nie będą umieszczane na marginesie samego Tekstu.
PAPIEŻ KLEMENS VIII.
NA WIECZNĄ PAMIĄTKĘ RZECZY.
Ponieważ tekst Wulgaty — wydania świętej Biblii, przywrócony z największymi trudami i czujnością i jak najstaranniej oczyszczony z błędów, za błogosławieństwem Pana — wychodzi na światło dzienne z naszej drukarni watykańskiej, My, pragnąc odpowiednio zadbać, aby tenże tekst był odtąd zachowywany nienaruszony, jak przystoi, powagą apostolską i mocą niniejszego pisma surowo zabraniamy, aby przez dziesięć lat, licząc od daty niniejszego pisma, po tej lub tamtej stronie gór, był on drukowany przez kogokolwiek gdziekolwiek indziej niż w naszej drukarni watykańskiej. Po upływie wspomnianego dziesięciolecia nakazujemy zachowywać tę ostrożność: aby nikt nie ośmielał się oddawać tego wydania Pisma Świętego do druku, chyba że najpierw uzyska egzemplarz wydrukowany w drukarni watykańskiej, i aby forma tego egzemplarza była nienaruszalnie przestrzegana — bez zmieniania, dodawania lub usuwania nawet najdrobniejszej cząstki tekstu — chyba że zdarzy się coś, co w oczywisty sposób należy przypisać błędowi drukarskiemu.
Jeśli jakikolwiek drukarz w jakichkolwiek królestwach, miastach, prowincjach i miejscach, zarówno podlegających jurysdykcji doczesnej naszego Świętego Kościoła Rzymskiego, jak i jej niepodlegających, ośmieli się w jakikolwiek sposób drukować, sprzedawać, wystawiać na sprzedaż lub w inny sposób wydawać czy rozpowszechniać to samo wydanie Pisma Świętego w ciągu wspomnianych dziesięciu lat, lub po upływie dziesięciolecia w jakikolwiek sposób inny niż według takiego egzemplarza, o jakim mowa wyżej; lub jeśli jakikolwiek księgarz ośmieli się po dacie niniejszego pisma sprzedawać, wystawiać na sprzedaż lub rozpowszechniać wydrukowane książki tego wydania, lub książki dopiero mające być wydrukowane, różniące się w jakimkolwiek względzie od wspomnianego przywróconego i poprawionego Tekstu, lub wydrukowane przez kogokolwiek innego niż drukarz watykański w ciągu dziesięciu lat — poniesie on, oprócz utraty wszystkich książek i innych kar doczesnych, które nałożymy według naszego uznania, także karę większej ekskomuniki zaciąganej z mocy samego czynu, od której nie może go rozgrzeszyć nikt prócz Biskupa Rzymu, chyba że w niebezpieczeństwie śmierci.
Nakazujemy zatem wszystkim i każdemu z osobna — Patriarchom, Arcybiskupom, Biskupom i innym Prałatom kościołów i miejsc, także zakonnym — aby zadbali i zapewnili, że niniejsze pismo będzie nienaruszalnie i na wieczne czasy przestrzegane przez wszystkich w ich kościołach i jurysdykcjach. Opornych niech karzą cenzurami kościelnymi i innymi odpowiednimi środkami prawa i czynu, odrzucając apelację, a w razie potrzeby wzywając również pomoc ramienia świeckiego — bez względu na konstytucje i zarządzenia apostolskie, postanowienia soborów powszechnych, prowincjalnych lub synodalnych, zarówno ogólne, jak i szczegółowe, oraz jakichkolwiek kościołów, zakonów, kongregacji, kolegiów i uniwersytetów, także studiów powszechnych, potwierdzone przysięgą, zatwierdzeniem apostolskim lub jakąkolwiek inną mocą, a także przywileje, indulty i pisma apostolskie wydane lub mające być wydane w sposób jakikolwiek przeciwny temu — które to wszystkie dla tego skutku jak najszerzej uchylamy i uznajemy za uchylone.
Chcemy również, aby odpisom niniejszego pisma, nawet wydrukowanym w samych tomach, dawano wszędzie przed sądem i poza nim tę samą wiarę, jaka byłaby dawana samemu niniejszemu pismu, gdyby było ono okazane lub pokazane.
Dan w Rzymie, u Świętego Piotra, pod Pierścieniem Rybaka, dnia 9 listopada 1592 roku, w pierwszym roku Naszego Pontyfikatu.
M. VESTRIUS BARBIANUS.